Dosyć pisania o kresie sił, srania sie z jakimiś bzdurami,
stresowania sie rzeczami bez znaczenia, narzekania dosyć.
Od dziś mam wyjebane. I jako, że ufam sobie, to wiem że bede
dokonywał właściwych wyborów.
Biorę wszystko za bardzo na serio, ale czas to zmienić,
bo w przeciwnym razie zejde na nerwice.
deal with it!
Miałem kilka rzeczy do ogarnięcia,
i właściwie od roku to one pochłaniały cały mój wolny czas.
Aż w końcu przyszedł dzień rozliczeń, efekt - wszystko na plus.
Poniekąd spełniłem swoje marzenia, bo jeżeli chodzi
o sferę zawodową, to póki co nie śmiałbym prosić o więcej.
Teraz powinienem otworzyć Cobetckoe i toastem uświetnić
chwilę mojego triumfu, a więc otwieram, nieporadnie,
próbując delikatnym ruchem poluzować plastikowy korek,
staram się uważać na otoczenie, by niczego nie rozwalić
gdybym przypadkiem nie zdołał utrzymać w dłoni
tego pocisku pod ciśnieniem.
I 'pyk'. Wystrzelił. Tkwi w zaciśniętej pięści,
zapach 'szampana' przyjemnie kręci w nosie,
rozchodzi się na cały pokój i się ulatnia.
A ja stoję w poczuciu jakiejś straty, mija mi ochota na świętowanie
i zaczynam żałować że w ogóle go otworzyłem.
Więcej spokoju poproszę.
Mniej stresu i zajęć pozbawiających mnie wolnego czasu, też.
Ze 4 kg masy mięśniowej, żebym ustał na nogach.
To wszystko. Ile płacę?
- grosik, to przy okazji.
Zawsze to ja byłem osobą, która musiała coś przemyśleć.
Zawsze ja byłem tym, który musiał – dla własnego dobra –
ponosić konsekwencje nawet najdrobniejszych głupot,
które popełniłem. Cięgle stawiałem siebie w pozycji
jakiegoś czubka, którego celem w życiu jest nieskończona
pokuta, bo przecież tyle w życiu zjebałem.
Ale czy naprawdę jestem aż tak beznadziejny?
Dziś – właściwie już od pewnego czasu – moja odpowiedź
nie jest taka oczywista.
Nie chce być wciąż uświadamiany, ratowany i ustawiany
pod kogoś. Nie jestem głupi, mam świadomość swoich słabości
i myślę, że nauczyłem się z nimi żyć i w jakiś stopniu
je redukować. Nie będę nigdy idealny, nie wszystko
potrafię ogarnąć, ale nikt mi nie powie, że w ciągu
ostatnich trzech lat, nie zmieniłem się na lepsze.
Wszystko co miało na mnie wpływ i ukształtowało mnie
jako człowieka, nie musi być dla Ciebie wartościowe.
Nie oczekuje, że spojrzysz na mnie przez pryzmat walk,
które musiałem z sobą stoczyć by znaleźć się w miejscu,
w którym jestem dzisiaj. Nie zależy mi na tym.
Chciałbym po prostu żyć. I czuć, że szanujesz mnie,
tego Grześka, który wciąż się stara
i choć powinie mu się noga jeszcze nie raz, to nigdy się nie podda.
I wiem, ciągle nie mam czasu, zaniedbuje wiele spraw,
a właściwie poświęcam je na rzecz tego co w niedalekiej przyszłości
może dać mi upragniony spokój, ale to nie powód bym słyszał
wciąż, że jestem beznadziejny. Bo nie jestem.
I już nigdy nie pozwolę sobie tego wmówić.
Wszystko wraca do normy.
A właściwie to „zaczyna być normalnie”,
bo przez ostatnie trzy lata standardem było to,
czego przez ostatni tydzień nie uraczyłem.
A mianowicie: szczerych i rzeczowych rozmów,
z których coś wynika i obopólnych starań
by jakoś rozwiązać piętrzące się problemy i niedomówienia.
Kompromisy to ciężka sprawa.
Zwłaszcza, jeżeli jest się narcystycznym egocentrykiem
przekonanym o swojej niezaprzeczalnej racji,
który zionie ogniem, gdy tylko – nie daj Boże –
ktoś zechce polemiki.
Próbuję słuchać. Spełniać oczekiwania.
Póki co są to błahe sprawy, takie rzeczy nic mnie nie kosztują,
a jednak nie mogłem się do nich przekonać przez tak długi czas.
Nie podnoszę głosu, nie rzucam się wściekle
i wszystko jakoś się układa,a co najważniejsze;
zyskałem to, o co walczyłem przez cały ten czas.
Spokojny sen.
Ostatni rok nie był najlepszy.
To co się działo i wybory przed którymi zostałem postawiony
sprawiły, że uśmiech to jedynie dziwny grymas mimiczny
na tej zmęczonej stresem twarzy.
Nie zrozumcie mnie źle, nie użalam się nad sobą.
Po prostu zawodowo i emocjonalnie to był dla mnie ciężki okres,
pełen wyrzeczeń, kłótni i nieodpowiedzialnych zachowań.
W życiu każdego z nas, przychodzi taki moment,
w którym zaczynamy się zastanawiać, co z nami będzie.
Nie teraz, w przyszłości. Jakie mamy perspektywy
i jak powinniśmy pokierować swoim życiem
by być szczęśliwymi ludźmi,
jakie mamy priorytety, czego od siebie oczekujemy,
i jak możemy urzeczywistnić nasze marzenia.
Wydawało mi się, że mam to już za sobą,
że mając 24 lata jestem naprawdę świadomy wszystkiego,
że wiem, co i jak robić, i że wszystko się poukłada.
Pomyliłem się, i aby to zrozumieć, by do mnie dotarło
w jakiej dupie tak naprawdę jestem, musiało się zbiec w czasie
kilka wydarzeń i tym samym, ich konsekwencji.
Nie jestem gotowy na tak wiele rzeczy, z którymi – jak sądziłem –
nie będę miał problemu. Boję się odpowiedzialności,
która, od co najmniej 2 lat próbuje mnie dopaść.
Nie chodzi o ‘noworoczne postanowienia’.
Po prostu, chcę coś zmienić, nie chcę uciekać,
chcę zacząć wreszcie podejmować te trudne decyzję
bez stosowania półśrodków. W końcu to moje życie i tylko ja
wiem, co da mi szczęście i nikt za mnie,
choćby dla mojego dobra i z miłości, nie może nim kierować.
Ja pierdole - za takie coś powinien pójść do więzienia. I każdy kto mówi, że jest chujowy, że to pop, że jest wtórny - ten buc. Polecam cały dodatek do 'Relapse' - 'Refill'. Link jest TUTAJ
STRZELEC 23 listopada - 21 grudnia Emocjonalnie będzie to dla Ciebie ożywczy czas. Odświeżysz swoje spojrzenie na wiele spraw. To nowe widzenie świata uwolni w Tobie sporo energii. Docenią to też Twoi najbliżsi, ponieważ ta zmiana sprawi, że o wiele łatwiej i przyjemniej będzie wam razem żyć.
MPK ssie po całej lini. Chyba zmówili się z drogowcami. Ale lepsza zima ze śniegiem niż bez śniegu. Jeszcze tylko 13 dni do końca roku. Mam nadzięję, że 2010 mnie nie zawiedzie.
Końcówka roku to po prostu kumulacja gówna, z którym musiałem się ścierać przez 349dni. A to że jeszcze w miare normalnie funkcjonuję zawdzięczam chyba prochom na ból głowy i jeżeli tak dalej pójdzie to będę używał ich zamiast cukru i soli.
Wyobraźcie sobie taką sytuację: mieszkacie w samotnie stojącym domu przy opuszczonej szosie, gdzieś poza miastem. Ale razu pewnego na szosę wchodzą robotnicy, wylewają świeży asfalt, stawiają nowe barierki i taka oto pusta dotąd droga staje się częścią ruchliwej autostrady. Oznacza to koniec świętego spokoju i sielanki. Współczesna cywilizacja – potężna, destrukcyjna i bezlitosna siła, która niszczy nasze życie, wprowadza do niego chaos i poczucie zagrożenia. Nie da się uciec od rzeczywistości, nie da się przed nią schować i odgrodzić. Trzeba więc podjąć wyzwanie i żyć w niej, nawet jeśli owa rzeczywistość jest opresyjna i uciążliwa. Sam zauważyłem u siebie tęsknotę (?) za okresem gdy nie było wokoło tych wszystkich centrów handlowych, ogólnodostępnych sklepów, Żabek na każdym rogu i tego ciągłego pędu za czymś. Ludzi otumanionych i zaprogramowanych. Moje miasto przez ostatnią dekadę zmieniło się tak bardzo, że nie wiem czy cofając się w czasie, jeszcze bym je poznał.
Do niedzieli szykuje mi się hard core jeżeli chodzi o robotę, tak tylko się zastanawiam, czy aby nie mierzę za wysoko i czy w ogóle w tym życiu będę miał trochę czasu by się wygrubasić. P.S. Co robiła w mojej torbie szklanka Finlandii?
Kurcze, ludzie robią płyty, grają fajne koncerty, a ja jak ta dupa wołowa nie mam czasu. Nie mogę - tak jak kiedyś - poświęcić się czemuś co jest dla mnie ważne, bo muszę poświęcać się pracy. Ale 'pracując' i tak myślę o muzyce, więc te moje twory word'owe nie są na takim poziomie, na jakim być powinny, i tym samym w żadnym aspekcie życia-pracy nie mogę osiągnąć 'sukcesu'. Gdybym miał to przedstawić w procentach, to wyglądałoby to mniej więcej tak: 70%-praca, 25%-życie, 5%-czas dla mnie. Paranoja. I przez to wszystko, przez mój brak organizacji, jestem cholernie nieszczęśliwym i nie spełnionym człowiekiem, a to co daje mi chwilową satysfakcję, nie jest i nigdy nie będzie rzeczą, którą kocham najbardziej. Jak to zmienić? Czy się w ogóle da?- hgw. Żałuję, że doba ma tylko 24h. Chociaż, nie jestem pewny czy mając trochę więcej czasu zrobiłbym cokolwiek, pewnie po prostu poszedłbym spać.
Niedziela przespana. Miało być inaczej ale wyszło jak zawsze, niestety. Pomijam już fakt, że dziś jest 'święto', bo jako że praktykującym katolikiem nie jestem, to i to 'święto' mnie średnio obchodzi. Myślę sobie tak, że pamięć o zmarłych jest potrzebna i kurcze, pamiętać trzeba. Zapalić znicz czasami, posprzątać grób, ale tak jak walentynki - to nie jest jedyny dzień w roku, w którym mówię 'kocham cię', rozumiesz? Na szczęście na koniec udało mi się zrobić coś kreatywnego i położę się spać mimo wszystko z bilansem dodatnim.
Poczucie winy is a bitch. Dzisiejszy dzień pracy zaczął się wcześnie (chociaż zaspałem) i na szczęście szybko się skończył. Nie jesteśmy (my ludzie) tworem doskonałym i nawet jeżeli potrafimy wypunktować swoje wady, wiemy co robić by nie popełniać błędów, to nie ma takiej możliwości byśmy się ich ustrzegli. Przerażające, bo w gruncie rzeczy nie mamy kontroli nad własnym życiem i właściwie to biegamy w kółko, powtarzając wciąż te same durne zachowania.
Failure... I nasuwa się pytanie: czy ja się naprawdę nie nadaję, czy może to kwestia tego, że - nie wiedzieć czemu - sram po gaciach. Cóż. Jakby to powiedział Andrzej : prawdziwy krezus poddaje się ostatni! A ja upartym człowiekiem jestem i nie rzucę ręcznika w 2 rundzie, dam im zarobić jeszcze raz, a co! Taki będę dobry, niech mają na bułki i pasztet. Niech cieszą ryje, bo prawdopodobnie czują się lepsi od pospólstwa, czyniąc z siebie ludzi wybranych i mających władze. Kutachy. WORD-2 Grzesio-0
Spośród wszystkich pochopnych nocnych obietnic dawanych w
imię miłość, żadna – jak to wiedział teraz Dżordż – nie daje takiej gwarancji złamania, jak : Nigdy cię nie opuszczę. Jeśli czas nie zabierze ci czegoś sprzed nosa, reszty dokonają okoliczności.
Bezcelowe jest mieć nadzieję na coś innego: bezcelowe marzenie,
że w gruncie rzeczy świat chce dla ciebie dobrze.
Wszystko co ma jakąś wartość, wszystko, czego kurczowo się trzymasz, by nie zwariować, zginie lub zostanie zabrane w ostatecznym rozrachunku, a pod tobą rozstąpi się otchłań, tak jak teraz pod Dżordżem, i nagle, bez wyjaśnienia – przepadłeś! – Idź do diabła – albo gorzej.
Nie zawsze był takim pesymistą.
Kiedyś – całkiem nie tak dawno – czuł, jak gdyby ciężar jego duchowej udręki się zmniejszył. Mniej rzutów psychotycznych, mniej dni, kiedy wolałby sobie raczej podciąć żyły niż czekać na następną dawkę leków. Wydawało się że będzie szczęśliwy.
Ta nadzieja spowodowała właśnie jego wyznanie miłości, to: Nigdy cię nie opuszczę (…)
Link17.10.2009 :: 11:06Komentuj (1) Można być tak zmęczony, że nie można zasnąć? Można.
PS. Moja Mała P. się obroniła i jest mega kozakiem w czapce żaka made by ja :*
Link22.06.2009 :: 22:38Komentuj (3) Wszystko zaczyna się układać. Powoli ale jednak. Staramy się by nasze relacje były zdrowe i pełne uczucia. Jak dawniej, tyle że szczerzej, przynajmniej z mojej strony i wyrozumialej. To co działo się przez ostatni okres wymazuje sukcesywnie z pamięci. A to co się wydarzy, ma być dla mnie zbawienne.
PS. egzamin na prawo jazdy wyznaczono mi na 10 lipca na godz. 12:00 Zaskoczka?
Link15.04.2009 :: 14:28Komentuj (0) Dziś roboli było dwóch. I jeden, ten nowy, ten drugi, pomocnik, tak mnie wkurwił, że myślałem że pozamiatam nim podwórko. Prosiłem o jedną jebaną rzecz, której ten pierwszy, ten główny robol, przestrzegał. Krew mnie zalała jak wlazłem do mieszkania. Po raz drugi w ciągu paru dniu aż zabrakło mi przekleństw. Święta? W te święta przerobiłem wszystkie prawa murphy'ego, albo właściwie to one przerobiły mnie. Generalnie: "to mi się śni, to jakiś żart, no nie może być!" zamiast "stuk, puk w jajko, śmigus-dyngus tralala". Święta w trasie. Wrocław-Rawicz-Wrocław-Rawicz-Wrocław. Jedyna dobra rzecz, powtarzam: JEDYNA, to mój rower made in Ukraina, rocznik '83, który sprowadziłem ze Zbakowa Dolnego. I właśnie wypindalam zająć się jego restaurowaniem. Byle nie siedzieć w tym śmierdzącym burdelu, tak pochopnie nazywanym przeze mnie domem. Aut sraut.
Cyatat na dziś: "Czasami spotyka się osobę, z którą lepiej nie grać w chuja... I to ja."
Nie mam czasu. Obiadów nie jadam, chudnę. Teraz jadę do Oszołoma po drzwi i jakieś pierdoły. Gorąco mi. Dobrze, że robol ma auto. Słucham nowej płyty Prince'a. Muzyka mnie uspokaja. Ze stresem sobie nie radzę. Potrzebuję wy pier do lić stąd. Tralala la. Chciałbym mieć wolny dzień, by nie wychodzić z łóżka. Bezstresowy taki. Ale naprawdę bez. Mam zaległości. I muszę nadrobić tą Machinę. Jestem poważny, więc traktuję sprawy poważnie, ot co. Nie mam wyjścia. Wrócę zjebany, ale dziś to muszę napisać. Bo jutro nie. Bo jutro bym odpoczął. Ale nie mam czasu jutro.
Link25.03.2009 :: 17:50Komentuj (0) Nie miałem internetu przez prawie 2 tygodnie i trochę się wydarzyło: po dziesięciu latach wreszcie znalazły się pieniądze na remont łazienki (prace trwają),mam drugi w przeciągu 2 miesięcy nowy, nowy telefon klik i ruszyła strona projektu: COŚ WIĘCEJ, na której można posłuchać jednego utworu z płyty, którą robimy z Tomkiem bodajże dwa lata, huh. Poza tym, to pomimo wczorajszych śnieżyc, gradobić, ulew i wieczornej szklanki, to ja czuje wiosnę i jakoś nie mogę się pozbyć wielu fajnych i optymistycznych myśli, bo przecież zaraz będzie kwiecień, a w kwietniu ma być ciepło, w kwietniu spacery będą dłuższe i przyjemniejsze a zimowa kurtka której szczerze nienawidzę, wyląduje w piwnicy. Tak będzie! I czekam na to jak cholera.
Link27.02.2009 :: 15:06Komentuj (3) Nie ciesze się z moich małych sukcesów. Martwi mnie to, bo powodów do świętowania jest mało, a jak już są to zawsze coś zakłóca ogólną radochę. Nie będę się rozpisywał, w skrócie: wywalczyłem etat tam gdzie chciałem a dla równowagi w ciągu 4 miesięcy byłem szlachtowany skalpelem 3 razy. Resztę pomijam, chciałem tylko zobrazować to, że w moim szarym życiu zawsze wszystko musi się KURWA równoważyć. Nie może być OK, tak po prostu, zawsze musi być COŚ, bym przypadkiem nie poczuł się zbyt dobrze i pewnie. I za to wielki fak w kierunku nieba kieruję.
Wiosennie i od razu chce się żyć. Nie zepsuj tego! Piotrek, nie jaraj się, że raz na ruski rok sprawdziłem płytę, którą zachwalałeś na swoim blogu hehe. To prawda, świetny i świeży album. Polecam nie mniej niż Khad, chociaż faworytów mamy innych, a mój to:
Dzisiejszy wpis dedykuję hipokryzji. Każdy jest hipokrytą. Ty, ty, ty... Ja. Walczę jak tylko się da by nie być jednym z wielu i naprawdę są aspekty w których o kołtuństwo nie da się mnie posądzić. Są decyzje których się trzymam tak kurczowo tylko dlatego by przypadkiem ktoś nie powiedział o mnie per hipokryta. Kurwa, wiadomo że wiele razy gadałem bzdury. Każdy gada. Ale staram się być słowny. STA RAM SIĘ. A ludzie w okół mnie? No nie bardzo. Ludzie gadają: "nie" a po powiedzmy 2-3 miesiącach już krzyczą: "tak, tak, bardzo tak". Zdaję sobie sprawę że może się pozmieniać, jasne ale jeżeli ta zmiana wynika z przemyślenia, zdania sobie sprawy z pomyłki czy czegoś. Wkurza mnie gdy to wynika z tego, że chce się wpasować w koniunkturę i wkurza mnie to bo ci ludzie, moi znajomi, to już dojrzałe stare chłopy i myślałem, że w takie klocki to już się nie bawią. Cóż, każdy gada jedno a myśli drugie. Egocentrycy, hipokryci, my wszyscy, powinniśmy się nad sobą zastanowić, bez kitu.
G: I jak Ci się podobał film? P: Źle powiedziałeś że to film o kowbojach pedałach... G: Jeeeeju no uogólniłem P: To film o kowbojach pasterzach pedałach, w dodatku chodzących na ryby G: Hahehahahhehehahah heheha heodhahheha (...blablabla) P:A pasterka, to określenie na spotkania pedałów, rozmawiających o wędkowaniu
Nie jesteśmy homofobami. Po prostu nie rozumiemy jak można się zachwycać takim kinem... Nuda i owce. Ładny krajobraz i jeden dobry aktor to za mało. Sorry.
Ciężko jest mi podsumować ten rok. Bilans zysków i strat nie przynosi konkretów. Wiele rzeczy się wydarzyło ale to same skrajności, które są dla siebie przeciwwagą. Mnóstwo błędów i głupich zachowań popełniłem i pewnie nie ze wszystkiego wyciągnąłem wnioski. W pracy ułożyło mi się wszystko dokładnie tak jak chciałem, w innych dziedzinach życia już nie bardzo i wygląda na to, że "coś kosztem czegoś" i że nigdy nie może być 'wszystko' ok. Żałuje paru decyzji, kilkunastu zdań, żałuje, że w tym roku postępowałem często wbrew sobie i swoim przekonaniom. Wnerwia mnie, że miałem tak mało czasu, że wiecznie gdzieś zapierniczałem bo zrobiłem z siebie odludka, pochłoniętego swoimi sprawami, tak mi się wydaje. 08' był rokiem prób, w wielu aspektach, to co się działo w rodzinie czy związku sprawiło, że bardzo mocno stąpam po ziemi, do wielu rzeczy mam inne podejście, nie wiem czy lepsze, na pewno inne. Czasami myślę, że to był naprawdę kiepski rok... Ale po chwili biorę poprawkę na to, że przecież obowiązków przybywa, lat też i nie jest łatwiej. Z takiej perspektywy patrząc to nie było tak strasznie źle... Parę małych sukcesów i parę wielkich porażek, o które jestem mądrzejszy, chyba trzeba tak myśleć. Staram się. Heh to właściwie powinno być hasło przewodnie tego już prawie minionego roku - staram się. 'Starać się na przekór wszystkim', może to dlatego te 365dni mi tak zleciały... Praktycznie bez wakacji, w ciągłym stresie, z ciężkim jak cholera bagażem obowiązków, ciągle się 'starałem'. Dni pełnego luzu psychicznego mogę policzyć na palcach jednej ręki i nie przesadzam. Teraz gdy tak próbuje przeskanować w głowie to wszystko co się działo, czuje tylko rosnące ciśnienie w czaszce, która jakimś cudem jeszcze nie eksplodowała. NIE WAŻNE. Ciesze się, że ten rok, jaki by nie był, przeżyłem z P. I nie ważne czy trzymaliśmy się za ręce, czy byliśmy skłóceni, bo zawsze i mimo wszystko byliśmy z SOBĄ. Zawsze. Wszystkiego naj życzę.
Kilka dni temu miałem urodziny i kilka dni temu obchodziliśmy drugą rocznice z moją małą P. Wczoraj byliśmy na psychodelicznym performer akcie "Elektrownia Dźwięku" - co do fajności to zdania są podzielone. Generalnie dość depresyjnie ostatnio. Powiedzmy, że to przez pogodę.
Link19.11.2008 :: 17:03Komentuj (0) Dzień z cyklu: wiatr w oczy.
Poranek, jak najbardziej ok, reszta dnia to nieporozumienie, tona syfu do ogarnięcia w pracy, później telefon od drugiego, przyszłego, mooooże szefa, któremu nie spodobał się mój projekt a siedziałem przy nim z 5h. Po pracy miałem jechać na zabieg, przed którym nota bene trzęsę dupą, no ale oczywiście były takie korki, że dotarcie tylko do grunwaldzkiego zajęło mi 35 min. W szpitalu byłem 25min za późno i zostałem przeniesiony na inny termin - kolejne podejście w piątek. Nie żebym nie wiedział, że są korki, wiedziałem, wyszedłem nawet 15min wcześniej z pracy.... Wiatr w oczy. Teraz pewnie będe siedział i pisał jakieś coś, żeby się zrehabilitować. Ból głowy is a mutherfucker.
Każda twoja decyzja czy postępowanie, ma wpływa na to co później się dzieje,
bez wyjątku, każda. I jedyne na co można liczyć to to że ktoś kogo to bezpośrednio dotknęło znajdzie chociaż odrobinę dobrej woli by chociaż częściowo ogarnąć sytuację do której doprowadziłeś.
Nigdy, przenigdy nie usprawiedliwiaj siebie, bo do póki ktoś nie zbuduje wehikułu czasu będziesz musiał, choćby to miało cholernie boleć, ponieść konsekwencje. Zawsze.
I nie ma się czego bać, bo zrezygnowanie z ucieczki jest już połową sukcesu. Zaufaj.
Link17.10.2008 :: 16:22Komentuj (5) Nie umiem się cieszyć. Dzisiejszy sukces okupiony tygodniowym hardkorem poprawił mi nastrój na jakieś 25min, dokładnie tyle jadę do domu z centrum. Burza, wiatr, piździ.
Link08.10.2008 :: 19:28Komentuj (1) Praca w pracy, praca w domu. I tak do końca tygodnia. Nie ogarniam już, ale wyjścia nie mam, to znaczy mam ale to nie byłoby najlepsze dla mojej przyszłości. A chyba o niej powinienem teraz myśleć i dbać by wszystko się układało w jakąś całość, jakkolwiek by to nie było dwuznaczne. Staram się i tęsknie za moją drugą połówką.
Link01.10.2008 :: 20:25Komentuj (1) Trzeba się naprawdę postarać. Tobie się udało. Gratuluje.
Link21.09.2008 :: 13:37Komentuj (3) Nowa płyta Marii Peszek chociaż skierowana jest do kobiet, to wkręca mi się nie mniej niż Miasto Mania. Tym razem za produkcje odpowiedzialny jest Andrzej Smolik. Co do tekstów to wiadomo, słowotwórstwo abstrakcyjne że tak to nazwę, merytoryka - o niej niech wypowiadają się dziewczęta, natomiast jeżeli chodzi o muzykę, to napisze tyle, że Smolik kontynuuje to co Waglewscy zrobili na pierwszej płycie, dodając od siebie kilka firmowych harmonii idealnie wzbogacając wcześniejszą formułę. No i mam płytę idealnie relaksującą, spokojną i klimatyczną po prostu idealną na taką pogodę i leniwą niedzielę. A moja mała P. jest cyborgiem bo wytrzymała 20h w pracy outdoor. :*
Link16.09.2008 :: 18:36Komentuj (0) Czuje się tak jakbym dostał niezły wieprdol. Cios w nery, pod żebra, w głowę... knockout. Straszna ta aura. Durne myśli napastują mnie od dwóch dni. Jeszcze jakieś problemy zdrowotne mamy, w sunie to ich ciąg dalszy. Za dużo tego wszystkiego z każdej strony i nie wyrabiam. Nikt nie lubi się czuć bezradny, a ja do tego już prawie przywykłem. Dziwnie tak. W tej chwili jest mi wszystko obojętne i mógłbym resztę wieczoru gapić się w tv, czuje się jak warzywo. No.
Link13.09.2008 :: 10:14Komentuj (3) Nie chciało mi się pisać. Później jak już mi się chciało to nie miałem czasu, a gdy już czas się znalazł to nie miałem internetu hehe. No i co? Nic. Od 3 dni "remontujemy" mieszkanie małej P. Odświeżamy właściwie, remont to za duże słowo, bo chyba malowanie to nie remont, czy nie? No tak czy siak pracy od cholery. Co jeszcze? Aaa nowa płyta Gym Class Heroes - The Quilt
jest świetna i słuchamy jej z P. namiętnie. Doooobra dosyć! Jadę do Pauli skończyć pokój by wieczorem móc się już tylko relaksować. Elo!
Link16.08.2008 :: 13:08Komentuj (3) Błagałem o taką pogodę! Ale teraz jakoś nie jest za fajnie, bo potęguje ona moje chujowe samopoczucie. Po raz kolejny napisze, że wyjechałbym gdzieś w pizdu, gdzieś sam, bez komórki. Gdziekolwiek, byle się nie stresować niczym.
Link14.08.2008 :: 18:31Komentuj (1) Czasami gdy wstaje rano to wydaje mi się, że to nie moje życie. Wszystko niby tak samo wygląda, jem, wychodzę, wsiadam do tego samego autobusu, by dojechać do tej samej pracy. Ale coś nie gra. Coś w tym otoczeniujest inne, niektóre osoby zachowują się zupełnie inaczej, jakieś tam rzeczy które na na ogół nie sprawiają mi problemu nagle stają się jakąś łamigłówką itd. To jakbym się budził w równoległym świecie, w którym muszę się szybko odnaleźć. Ciężko to opisać i idę o zakład że nic z tego nie kumasz czytelniku. Upraszczając: są dni w których ''nie ogarniam''. Dzisiejszy dzień najchętniej bym wykasował z głowy, przydałby się taki gadżet co mieli faceci w czerni - błysk- i po sprawie. błysk-błysk-błysk-błysk-błysk-błysk-błysk-błysk-błysk-błysk
Link06.08.2008 :: 20:36Komentuj (1) Kiedyś miałem, później mi przepadła, no i szukałem jej 2 lata na necie. Dziś znalazłem i sie jaram bo to rocznik 74' Generalnie to ten koleś był geniuszem i najlepszym polskim wokalistą wszech czasów. Dziś jest jego wieczór, a dokładniej płyty Mourner's Rhapsody. Płyty w całości zaśpiewanej w języku angielskim, zaśpiewanej w taki sposób, że... No nie wiem co napisać, uh!
Link28.07.2008 :: 17:28Komentuj (3) Po pierwszym razie na basenie wyglądam jak cygan. Cóż. Generalnie to jest nijak. I generalnie to bym gdzieś wyjechał w pizdu. Gdzieś gdzie nie musiałbym robić nic. Tylko spacery i to po zachodzie słońca. Nie myśl czytelniku, że wstąpił we mnie jakiś duch romantycznych eskapad, to raczej chwilowa niechęć do słońca i skwaru. Tak czy siak, dobrze by było się odciąć od wszystkiego na chociaż tydzień i zresetować mózg.
Link16.07.2008 :: 12:49Komentuj (4) Pracuje i oglądam klipy se, no i kuuurde
Zostałem rozwalony :D
F*** You! This is for my people!
Link09.07.2008 :: 12:08Komentuj (5) Nas - Untilted Od "Desire" Pharoahe Monch'a nie słyszałem tak spójnej i czysto hip-hopowej płyty. Brak słabych momentów, świetne bity, doskonałe teksty i flow. Płyta idealna. I w zasadzie tyle, po co się rozpisywać. Według mnie najlepsza jego płyta. I jedna z najlepszych ever.
I heard gunshots rang/His bullet got my name
I ain't see him take aim/I dreamt this day came
'Cause I stood in the face of damnation
Satan, spat at him, flat out disgraced him
He want my blood; why me?
Why not the fake ones who deserve death, man
Fuck it, I'll take one
Link01.07.2008 :: 18:11Komentuj (3) Słoneczko, spacery, trzymanie się za rączki i takie tam. Bardzo pozytywnie i nawet nie przeszkadza mi to, że nie ma czym oddychać, jest wakacyjnie i to najważniejsze. Pół płyty nagrałem, numery Tomuś już składa (nie zazdroszczę) i generalnie to jaram się, że w końcu skończymy ten album. P.S. Widziałem Andrzeja na rowerze. Nie przejmuj się to była "pół damka" Andy! hehe
Link22.06.2008 :: 19:11Komentuj (5) Miałem jutro iść do pracy, ale urlop został mi przedłużony do wtorku włącznie i wyjdzie na to ze miałem tydzień "wakacji". Chujowo się czuje, nie mam na nic siły i do tego dochodzą jeszcze jakieś posrane opcje rodzinne, które wysysają ze mnie resztki życia... Miałem odpocząć, poukładać sobie jakieś tam sprawy, spędzać miło dnie i wieczory z moją małą P. I w zasadzie średnio to wyszło, ogólnie rozstrój w ch. W sumie to chciałbym iść do pracy w poniedziałek, bo perspektywa jeszcze dwóch dni "wolnych" mnie trochę przerasta. Głupio tak, wiem. A! No i denerwuje mnie to że jakoś nie mogę napisać optymistycznej notki, robi się z tego blog zdołowanego dziecka. Nie jest tak czytelniku, dużo ciepłych i pozytywnych rzeczy mam w głowie i w ogóle ale jak to mówi Paula "rzeczywistość podcina mi skrzydła" ...a polatałbym, razem z nią.
Link09.06.2008 :: 16:56Komentuj (1) Kiepski wieczór. Jeszcze gorszy dzień. Zajeb ze wszystkim. A czas żadnym sprzymierzeńcem nie jest, a jedynie podcina skrzydła. Brutalna prawda i pogmatwane realia. Za dużo rzeczy zaczyna mnie przerastać. Chwilowy brak chęci do buntu i wiary w to, że rzeczywistość można ukształtować pod siebie, czy raczej pod swoje działania. Na zbyt dużo rzeczy nie mam wpływu. Odgórne decyzje. Czy coś. Ale to chwilowe, raczej. Nic czego nie można ogarnąć, raczej. Love P.
Link08.06.2008 :: 14:12Komentuj (1) To była chyba szósta klasa podstawówki. Dostałem o kolegi "kibica" czerwono-biały szalik, rzecz jasna z napisem POLSKA. Od tamtej pory tułał się po szafach, szafkach i szufladach. Dziś jest dzień by szalik w końcu spoczął subtelnie na mej szyi i ramionach. Dziś mam zamiar kibicować pełną gębą! Za Bercika i reprezentacje! POOOOOOOOLSKAAAA!!
Link05.06.2008 :: 15:29Komentuj (0) Pracy dużo ale ogólnie mega kozak! Powrót sił witalnych itp. Generalnie refresh wszystkiego, to znaczy WSZYSTKIEGO, mam nadzieję. Love P.
Link29.05.2008 :: 20:32Komentuj (0) Wszystko-git! Pogoda-git, nowy internet-git, w pracy-git, kaszel+katar-git, teksty-git, film Iron Man-git ale nie-git w głowie niestety. Poszłoby się gdzieś w plener, wypiłoby się piwko, bo piwko-git jest. Pośmiałoby się z głupot i poopowiadało mało zabawne anegdoty, tęskno mi do tego wszystkiego, bo za mało tego jest. I tęskno mi do P. Bo ostatnio mamy mało czasu dla siebie.
Link22.05.2008 :: 17:35Komentuj (2) W zasadzie mogę napisać, że skończyłem płytę. Zostały dwie szesnastki i finito. Wreszcie. Studio tez już niemalże dopięte i pozostaje tylko nagrać wszystko i zmiksować.Tomuś będzie miał sporo roboty ale podobnie jak mnie, jego też już skręca bo to lekka przesada żeby robić LP dwa lata. No ale mogę ze swojej strony zapewnić, że to będzie COŚ. Poza tym wraz z pogodą zjebało się moje pozytywne nastawienie, a już się przyzwyczaiłem :) No ale co? Będzie słoneczko, pojawi się i uśmiech. Tak?
Link02.05.2008 :: 08:31Komentuj (8) Wczoraj cały dzień układałem panele w mieszkaniu, napisze tyle: "grejt suksess"! Za mną naprawdę fajny tydzień i wypadałoby wypić za to hehe, grill, wyspa? Łot, Łot?!
Link17.04.2008 :: 17:53Komentuj (0) Pogodę popierdoliło, w dzień "wielkiej burzy" zmokłem jak jego mama. Pada, chmurzy się i nie chce przestać, a ja już przestawiłem swoją garderobę na tryb "wiosna". Z nowinek to tyle, że band w którym się udzielam zaczyna coś robić ale ostrzegam jeżeli myślisz, że to kolejne funkocośtam (no offence) to się rozczarujesz ;)
Mój ulubiony kawałek z ich drugiej płyty "Frances The Mute", którą męczę prze okrutnie. The Mars Volta - The Widow
Link12.04.2008 :: 15:32Komentuj (1) Wyspa spoko, obrażalski Grzegorz tryb "ON", nie spoko, trochę z dziecka we mnie zostało niestety. Piwo smakuje lepiej na powietrzu niż w pubie, a fristajle to było mistrzostwo świata. Teraz Ty, teraz TY! Jeeeeeee...
Link11.04.2008 :: 17:31Komentuj (1) Za oknem przebija się słońce, ogólnie jest ciepło i od razu jakoś te dni w pracy szybciej mijają. Wiosna, wiosna. Nareszcie można pospacerować i wypić piwko na wyspie. Stęskniłem się za tym aaale już niedługo!
Link21.03.2008 :: 16:02Komentuj (3) Ostatni tydzień to jakaś masakra. I właściwie to tyle. Święta? Nie żartuj nawet. Musze się czymś zająć bo w przeciwnym razie oszaleje w te radosne dni. Brak mi witamin albo po prostu zżera mnie stres, słabo mi i non stop mnie "boli głoooowa", do tego dochodzi poczucie beznadziei i bezradności. Nie wiem kurde, no nie wiem. Wesoło nie jest. Spokojnych.
Link15.03.2008 :: 15:57Komentuj (1) Niech ktoś wyda moje Lost Tapesy. Życz mi powodzenia czytelniku.
Link14.03.2008 :: 14:56Komentuj (5) Andrzej, nie da się stać za przystankiem pod PZU ;) Dziś powtórka z rozrywki odnośnie "zaczepiania" Grzesia gdy czeka na autobus. Poza tym to zaraz zjem "normalny" obiad i cieszę się z tego powodu wybitnie. Mało jem a tyje, wiec może jak zacznę jeść regularnie to schudnę? Nie żebym się przejmował tuszą czy coś, tak sie tylko zastanawiam. Nareszcie zaczął się weekend. Jutro Panie Piotrze koniecznie trzeba zorganizować pospolite ruszenie, gdzieś, gdziekolwiek. No może prawie gdziekolwiek, Fuzon odpada w przedbiegach.
Link10.03.2008 :: 18:47Komentuj (7) Nienawidzę ludzi, którzy pytają mnie o coś gdy stoję na przystanku, mam słuchawki w uszach, widać że je mam! Nie słyszę was! W okół jest zawsze multum osób, dlaczego czepiacie się zawsze mnie?! I tak samo w autobusach. Brr... Generalnie nie jest to dla mnie problem ale dziś wszystkie babcie i dziadki centralnie przegięły pałę. Pozdrawiam! Btw jaki dziś dzień? Chu-jo-wy.
Notka alternatywna:
Dziś wreszcie słoneczko się obudziło. Od rana - dobry humor i super nastawienie. Wszystko przez to, że w końcu nie miałem na sobie znienawidzonej już kurtki zimowej. Po pracy dziarskim krokiem, zadowolony z pięknej pogody wyruszyłem w podróż do domu, słuchając ostatnio ulubionej płyty Gnarls Barkley - Odd Couple, upajałem się dobrze wykonaną pracą. Jak mi minął dzień? Suuuper!
Rytmowi dziękuję za smsowe życzenia, dziś "dzień mężczyzny" ! ;-) dobranoc.
Link09.03.2008 :: 20:26Komentuj (1) Sam nie wiem. Nie chce pisać, że "kaszana", że "zjebany weekend", czy że czuje sie chujowo. Generalnie to im dłużej pozostaje sam ze swoimi myślami, marnym samopoczuciem i samooceną, tym gorzej fizycznie sie czuje. Nie wiem jakiej cholery dopada mnie jakaś depresja. Przecież to wszystko jest takie proste, w zasadzie banalne. Tak sobie myślę, że my - ludzie, sami tworzymy problemy, podejmujemy działania, które mają podtrzymywać w nas poziom wkurwu. Podświadomie oczywiście. Mamy to chyba w naturze. Nie potrafimy żyć bez stresów i ciśnień, nie potrafimy albo nie chcemy zdrowo odreagowywać. To coś w rodzaju nałogu. W ogóle jakieś rozkminianie tego całego "życia" jest bez sensu, totalnie. A ja to notorycznie robie, tylko po co? By czuć się lepiej? Raczej nie. To bardziej jakiś masochizm, któremu bez reszty sie oddaje. Posrane. Jest naprawdę sporo fajnych rzeczy w moim życiu, kobieta, praca i hobby, wiele osób mogłoby mi pozazdrościć tego co mam, moich jakiś tam perspektyw. Czuje, że jednak miałem fart. Raz w życiu. Ale jak na jedno życie to chyba wystarczy. Jeden porządny fart. Tylko co mi po nim skoro nie potrafię sobie nie utrudniać, nie mieszać w głowie i nie powtarzać wciąż, że jestem beznadziejny? Odpowiem na swoje pytanie: Najważniejsze, że wiem co mam i co jest wartością dla mnie, tu i teraz. Wiem za co dziękować losowi. I z tego powinienem być zadowolony bo to zawsze do mnie wróci, a myśli prędzej czy później sobie poukładam. No to żem sieknął notkę!
Link27.02.2008 :: 22:48Komentuj (3) Dzisiejszy dzień był raczej średnio udany, zwłaszcza biorąc pod uwagę poprzedni tydzień, który był pełen kojących me jakże skołatane nerwy chwil. Począwszy od powrotu mojej małej P, skończywszy na jednej z najfajniejszych niespodzianek jakie mi sie przytrafiły. A mianowicie moja mała P wstała bardzo wcześnie i zrobiła mi śniadanie przed moim "iściem" na zajęcia (!!!). Niby nic ale biorąc pod uwagę to jak lubi pospać i to że jeszcze NIGDY nie zdarzyło się żeby wstała przede mną (bo ja wstaje gdy tylko pierwszy kur zapieje), to to naprawdę był wyczyn wymagający poważnego zaangażowania sił ;) love normalnie. Dziękuje. Dziś trochę sie posypało nastawienie, no ale to chyba tak dla równowagi. A! Po czterech godzinach ciężkiej walki z komputerem, pomimo ciężkich obrażeń wewnętrznych i otwartych złamań, udało się, wygrałem, wróciłem z tarczą, zainstalowałem system... Żeby nie było za wesoło to napisze, że mam podły humor.
Link23.02.2008 :: 17:16Komentuj (0) Każdy "kumaty" dziś tam będzie, więc bądź i ty czytelniku!
Link14.02.2008 :: 21:26Komentuj (0) Słaby ten dzień kurde i chuj z tym ze walentynki, ogólnie słaby dzień. Mnóstwo popierdoleństw sie dzieje a ja chciałbym móc im zapobiegać, przeciwdziałać zawczasu, nie da się i za to życiu spuściłbym czasami gruby wpierdol, bo czasami po prostu się "nie należy"! A małej P. mojej słodkiej buziaki śle :*
Link12.02.2008 :: 15:35Komentuj (2) Brzmienie przyprawiające o ciarki, klimat lekkiej psychodelii który uwielbiam, harmonie w które się wkręciłem bez opamiętania, bez kitu mega płyta!
Link09.02.2008 :: 21:14Komentuj (0) Sie tęskni. Poza tym odpicowuje komputer, mam już nowy procesor i wreszcie kupiłem nagrywarkę DVD. Jeszcze "tylko" dźwiękówka, grafika i ram dokupić muszę :-D Tak to jest jak nie wymienia się niczego w kompie od momentu zakupu, w moim przypadku od 6 lat. Poza tym słucham rapu i pisze pierdy do pracy, elo!
Link05.02.2008 :: 18:08Komentuj (3) Wiosennie. Słoneczko, ciepełko, radośnie, a solny pachnie jak łąka w lecie. I co z tego? Syf Początek tygodnia zdecydowanie przespałem i dobrze bo w pracy kocioł, którym dla odmiany w ogóle się nie przejmuję. Mój Bosu mówi, że taka przejściowa olewka na wszystko dobrze wpływa na umysł, pozwala zregenerować szare komórki itd, a później dostaje się strasznego kopa do pracy. Więc pozostaje niewzruszony, szkoda że jutro jest ostatni dzień gdy mogę sobie na to pozwolić, a potem co? Kop? Może być. Tylko od razu taki na dwa tygodnie poproszę.
Link17.01.2008 :: 15:29Komentuj (1) Moja mała P. wkroczyła wczoraj na "drogę przestępczą". Z dumą spoglądałem w jej oczy, rozpalone chwilowym przypływem adrenaliny, ten blask onieśmielił nawet tak często łamiącego prawo mnie. :-D
Link14.01.2008 :: 21:45Komentuj (1) Wydaje mi się, że nie należę do osób które z byle powodu użalają sie nad sobą, bo "głowa boli", bo "katar mam" bo "se palca wybiłem" itd. Ale od jakiegoś czasu nie mogę wyleczyć przewiania szczęki i bez kurwa kitu chodzę po ścianach, ten jebany ból jest z 2x gorszy od bólu zębów i żadne, absolutnie żadne painkillery nie działają. A jeżeli już coś zadziała to na zasadzie: 20min spokoju, 5min napieprzania. Średnia opcja. Dziś po pracy (w której nb snułem się jak trup) dowiedziałem się nowej rzeczy: nienawidzę jebanych zbiegów okoliczności. Teraz gdy właśnie wstałem, bo oczywiście musiałem odespać męczącą noc i nie mniej męczący i stresujący dzień, stwierdzam, że po pierwsze primo: boli mnie dalej, po drugie primo: boli mnie gardło i po trzecie primo: idę kurwa jutro do lekarza i nie idę do pracy. WARIUJE JUŻ! KURWA! KURWA! KURWA! Podziękował. Moja mała P. dziś chciała mi zrobić fajną niespodziankę i niestety kurwa wyszło tak że się mineliśmy. Nienawidzę! Nienawidzę! Nienawidzę! Nienawidzę! aaaa!
Link05.01.2008 :: 10:54Komentuj (2) Wczoraj wypilimy z P. 0,5l Absoluta. Nowa umiejętność: robienie drinków z Curacao i Passoa. Walory smakowe: 4 i pół w skali do 5 Skutki uboczne: kac
Link03.01.2008 :: 18:31Komentuj (4) Najlepszy sylwester na świecie. Wypić z dziewczyną 0,7 whisky i kilka szklanek CinCina po czym kręcąc śrubki na środku salonu przy akompaniamencie czegoś z lat 80 śmiać sie do rozpuku, polecam. Ten wypad zapamiętam do końca życia, beeez kitu! Ludzie + miejscówka + nastawienie = głupawka nie z tej ziemi. Odmuliłem sie totalnie.
Z cyklu postanowienia noworoczne. Mam kilka: -zrobić prawko -popracować nad muskulaturą, ergo być chociaż jak przedramię Pudziana -nie stresować się na zapas -nauczyć się kilku rzeczy szybciej niż do tej pory (tajemnicze co?) -spełniać jedną zachciankę miesięcznie: Styczeń - sprzęt do snowboardu i jak sie da to i snowboard :) -pisać częściej teksty -być najlepszy na świecie we wszystkim w co się zaangażuje Ot co!
Link23.12.2007 :: 11:21Komentuj (0) Świąt: wesołych, nowego roku: szczęśliwego, życzę ja. A teraz wypadam na 3 dni do Zbakowa Dolnego ponudzić się i poskakać po 3 kanałach w tv. Buźki
Link15.12.2007 :: 21:36Komentuj (7) Droga nie grzesząca inteligencją magdaleno dźięgiel vel. jazzmanko,
oświadczam, że nie życzę sobie byś wspominała o mnie na swoim nlogu.
Uwłacza to mojej osobie a ludzi z mojego otoczeni to irytuje, część
osób które czytają to co wypisujesz z wypiekami śledząc twoje barwne
życie może sobie pomyśleć, że albo sie lubimy, albo ja cię lubię, albo
o zgrozo pomyślą, że cię szanuję. Jako, że nie podzielam twojej
tęsknoty ani nigdy nie użyłbym wymienionych wcześniej słów takich jak
"lubić" czy "szanować", proszę o zaprzestanie tych działań pod groźbą
opowiedzenia kilku ciekawostek z twojego życia. Internet to może być
fajna odskocznia od rzeczywistości, ale ja radziłbym byś raczej nie
mieszała mnie w to gówno bo najnormalniej w świecie wkurwia mnie to
okrutnie. Kończąc to w gruncie rzeczy głupią internetową sprawę napiszę
do reszty czytelników, żeby nie szukali dziury w całym a jeżeli bardzo
chcą taką dziurę znaleźć to zapraszam na jazzmanka nlog org.
Z innej beczki, dzisiejszego dnia nauczyłem sie większości praw Murphy'ego. A no i nie wiem skąd wzięła się w mojej głowie myśl:
"Powiedz mi - a zapomnę. Pokaż - a zapamiętam. Pozwól wziąć udział - a zrozumiem"
Sprawdziłem w necie, Konfucjusz.
Link08.12.2007 :: 13:39Komentuj (0) Bardzo spoko. Dziś podjąłem kilka decyzji które mają usprawnić moje działania. Zaczynam się brać za to co powinno być jednym z moich głównych priorytetów. Wiesz, pasja w oczach i takie tam, wciskam refresh i wszystko ma grać. Mikołaj przyniósł mi coś co w niedalekiej przyszłości mam zamiar wypełnić po brzegi, więc muszę się zebrać w sobie, teraz. Dość już szukania wymówek.
Link28.11.2007 :: 16:14Komentuj (0) Dziękuję wszystkim za życzenia urodzinowe! Większość z was nie wie ale miałem tego dnia jeszcze jedno święto, 365dni śmigania za rąsię z małą P. Heheahe Jutro szukaj nas w "Gumowej Róży" czytelniku.
Link19.11.2007 :: 16:35Komentuj (1) Faaaak! Wypizgało mnie jak ja jebie. Niby jest 2 na plusie ale targa jakby było -10, gdzie jest śnieg ja sie pytam? Na południowym wschodzie sypie... Dobra, jest jedna pozytywna rzecz. Dziś już wiem na bank, że będę miał imprezę sylwestrową o jakiej marzyłem od zawsze. Jadziem w góry do pepików. W pakiecie: śnieg, snowboard i pięć dni picia w 20 osobowym gronie. Nie muszę wspominać o kosztach imprez bo jak wiadomo to grosze. Powinienem natomiast wspomnieć o cenie za dobę w mieszkaniu, w którym do dyspozycji mamy cale piętro + poddasze, saunę i jacuzzi za 6zł za 1h, wszystko fresz i clean ale powstrzymam się bo byś drogi czytelniku padł z zazdrości ;) Pamiętacie teledysk zespołu Wham, "Last Christmas"? Będziemy śmigać jak oni, tylko nie będziemy wyglądać tak gejowsko hehe.
Link14.11.2007 :: 16:00Komentuj (4) Pogoda, dno. Deszcz, kałuże, błoto i kurwa wiatr. Jak jest każdy widzi ale chyba tylko ja tak przeklinam tą jebaną aurę. Przez tą zgniliznę wszystko wygląda średnio atrakcyjnie no i nastrój oczywiście sie partoli, a ja nie chce by sie partolił bo czekałem na ten miesiąc od roku i mam mieć dobry humor! Kurcze w weekend wyszedłbym gdzieś do pubu, klubo-pubu nawet Niestety jakoś ludzie sie wykruszyli i zorganizować dobry wypad ze znajomymi graniczy z cudem. Może się zbiorę w sobie i ogarnę ludzi bo myślę, że tęsknią za tym tak samo jak ja, a przecież teraz są lepsze czasy i powinno być fajniej niż przedtem, nie? Jedna rzecz jest spoko, praca od 7 do 15 mnie nie męczy, chyba sie przestawiłem na ten tryb ośmiogodzinny i dobrze.
Ok. Życzę lepszego humoru niż ja mam. A i mała P jest the best czytelniku!
Link08.11.2007 :: 19:44Komentuj (1) Czytelniku. Lepiej nie pytaj. Mocno tak se.
Link03.11.2007 :: 13:48Komentuj (4) Dziś mam babiniec na chacie. Matka, ciotka i "ciotko-babcia?" yy siostra mojej babci, no. Ploty, ploteczki, wspominanie, a wszystko to zapijane jakąś nalewką domowej roboty z Krakowa. Czuje się co najmniej nie komfortowo, non stop Grześ to, Grześ tamto, "Grześ może skoczysz po wafelki?", "Pamiętam, że śpiewałeś coś, hip-hop? tak?". "Ela niech zaśpiewa, powiedz mu", "Z kim czatujesz?", "Ale śliczną masz dziewczynę, poopowiadaj coś o niej". Czuje sie jakbym miał z 10lat, zakłopotany as fuck! Zabierzcie je ode mnie albo mnie stąd! Proszę...
Link01.11.2007 :: 16:26Komentuj (2) Kiepski dzień, nudny, syfiasty i głowa mnie boli. Żeby zabić (sorry) nudę oglądałem jakieś horrory m.in: Halloween, Roba Zombie, Amityville - pierwszą wersję i Broken - jakiś syf. I jakoś mi ten dzień "zlatuje". Moja mała P.® wyjechała do Dzierżoniowa i pewnie dlatego jakoś pusto tu. No nic, poszukam następnych filmów do oglądnięcia i idę spać. Wesołych świąt czytelniku.
Link28.10.2007 :: 11:10Komentuj (0) Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest. Miłość nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą; nie dopuszcza się bezwstydu, nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego (...) itd.
Nie żebym zmiękł czy coś (kurwa) ale jakoś ostatnio to do mnie trafiło, przypomniało mi się, tak naprawdę to nie pamiętam skąd to znam, po prostu znam. Pierwszy list do Koryntian, hymn o miłości. Powinienem sam takie pisać. Bo kocham mocno jak jasna cholera.
Link27.10.2007 :: 11:32Komentuj (0) Najlepszy wieczór w historii. Zrobilimy aka mała P zrobiła kolację, "robaki" aka "owoce morza" z makaronem na styl italiA-NO, Mistrzostwo świata. Pogadaliśmy, pośmialiśmy się, nadal mamy tą świeżość. W co nigdy nie wątpiłem :) Cudownie, cudownie kurwa cudownie, dziś jebie mnie pogoda, mam humor jak pieprzony Donald Tusk i nic mi go nie zepsuje.
Link25.10.2007 :: 14:09Komentuj (4) Przygnębiające są te dni. Jakieś takie szare. Złota polska jesień - nie bardzo. Skojarzenia z tą porą roku są jak najbardziej pozytywne, generalnie. Rok temu niby też tak było, zimno, mglisto, mokro, nawet zapach dziś jest ten sam, a jednak czegoś brakuje, jest jakoś nerwowo, brakuje cierpliwości, tego błysku... W pracy wszystko układa się w jedną całość, przez najbliższy czas mogę się nie martwić przyszłością jako taką, mam nadzieję podołam nowym obowiązkom, tz wiem że podołam, mam cel i mam dla kogo dać radę. Rapowo? Odzyskuje świeżość, pisze, dużo pisze. W życiu, jakoś gorzej. Ostatnio miałem tak, że gdy w okół nic się nie układało, to w życiu prywatnym miałem okres największego szczęścia, beztroski, mogłem o niczym innym nie myśleć, tylko ja i Ona. My vs reszta świata. Chyba wolałbym by wszystko czym się zajmuje jebnęło, by tylko poczuć znowu, to uczucie gdy P. mówi - wszystko ogarniesz, w końcu masz mnie. Przejmuję się wszystkim, dosłownie. Mam tyle durnych myśli w bani że pije herbatki uspokajające. Non stop czuję jakąś presję, nie jestem pewny siebie i nie czuje sie dobrze sam z sobą. Nie wiem co mi jest. Może pierwszy raz w życiu dopadła mnie jesienna depresja? Okaże się. Staram się być dobrej myśli.
Link24.10.2007 :: 20:49Komentuj (0) W numerologii liczba 11 to liczba mistrzowska, czy coś. Ja jestem 4, ona jest 7, po dodaniu tych cyfr otrzymamy co? 11. Nieźle. Nie pytajcie mnie skąd to wiem. Głupota. Dzisiaj jest 24 dzień października, za którym też kryje się jedynastka. Dla mnie mistrzowska.
Link23.10.2007 :: 13:35Komentuj (1) Zacznę od wczorajszego późnego popołudnia. Ok.17 odłączyli mi kablówkę, zgłosiłem awarie i dowiedziałem się, w ciągu 24h sygnał zostanie przywrócony... jeah! Po 18 z trzy dniowym opóźnieniem przyjechały panele, chłopaki z liroj merlin chcieli je nawet za darmo poskładać, tak w ramach zadość uczynienia za opóźnienie w dostawie, było późno musiałem wychodzić za chwile, mamuśka też stwierdziła, że "spoko zrobimy to sami", wiec odprawiliśmy miłych panów. Popędziłem do mojej kochanej małej P bo mieliśmy iść na domówkę do jej kolegów z roku. Dotarliśmy z małym opóźnieniem. Naprawdę w porzo goście, wypiliśmy trochę no i ruszyliśmy dalej a mianowicie do "Za szybą". Tam spotkałem bumelanta alkoholika, którego ksywka jakże na czasie przywołuje o dziwo miłe wspomnienia, mam na myśli Pisego. Wypad jak najbardziej udany, koniec wypadu niestety nie, po raz kolejny i przysięgam sobie ostatni tak zakończyłem wieczór z małą P. Do tego wrócę jeszcze. Dziś przyjechał do mnie wujaszek by poskładać panele ze mną, bez większego entuzjazmu zabrałem się do roboty i szybko okazało się że ni chu ja nie pasują na szerokość, super. Zadzwoniłem, powiedziałem o problemie, teraz czekam na tel od nich. Miałem wrócić to wracam. Odkryłem że jestem największym hipokrytą jakiego znam, bez kitu, pisałem już o tym małym egoiście, zrozumiałem że on przejmuje kontrole tylko gdy jestem wkurzony, np tym, że nie wiem o co chodzi... Nie ważne. Dziś kolejny szary dzień, zimny i pochmurny. Siedzę smutny w cholerę, myśląc dlaczego się nie zgrywamy. I tak jak te durne źle wymierzone panele u mnie, musimy poskładać to wszystko i dopasować raz a dobrze.
Link22.10.2007 :: 14:08Komentuj (1) No i ciesze się, cholernie, w sumie to porąbane ale czuje, że dziś obudziłem się w normalnym kraju. Upajam się porażką tych elpeerów kurwa i samoobron, nareszcie nie będę patrzył na te tępe lica. Degrengolady rządów nadszedł kres i mam na dzieje, że teraz będzie "żyło się lepiej". Nadal Tusk nie jest moim ulubieńcem no ale co zrobić, grunt to to, że kaczuchy nie będą rządzić i dyktować warunków, jedno jajce poniosły klęskę, klęskę, klęskę i laska marszałkowska im w dupy. O!
Kurewsko zimno. Wczoraj gdy byłem na wspominkowej miejscówce nr.2 dopadł mnie grad a potem "śnieg" generalnie padało i przemokłem. Resztę wieczoru spędziłem z ukochaną. Jakiś dziwny byłem ostatnio. Dziwne wszystko było ostatnio ale już wróciło do normy, już jest git, zapewniam.
Jutro wybory, wiec czytelniku idź i oddaj swój cenny głos na właściwą partie, ja już wiem na jaką! A ty wiesz?
Link19.10.2007 :: 15:37Komentuj (0) Byliśmy wczoraj z małą P na takiej randce wspominkowej, odwiedziliśmy wyspę, wypiliśmy po "perle" na pizgawicy (jak dawniej) i gadaliśmy o pierdołach/nie pierdołach a pod koniec złapał nas jesienny kapuśniaczek. Było kurcze miło, cholernie miło. I zajebiście.
Link15.10.2007 :: 21:54Komentuj (1) Ze skrajności w skrajność part two.
Mózg jest pojebanym urządzeniem, myśli, odczucia, duma i w reszcie przekonania, to wszystko tylko komplikuje życie, sami pakujemy sie w ślepe uliczki głupio wierząc, że tylko nasz punkt widzenia jest tym właściwym, oczywiście nie zawsze. Ale jednak w większości wypadków to nasze egoistyczne "ja" przejmuje kontrole. I co w tedy taki rozchwiany emocjonalnie Grzegorz ma czynić? Przepraszać oczywiście. Wiec przepraszam tak i przepraszam, aż chce sie rzygać no i może dobrze, w końcu miło usłyszeć "przepraszam" i przyznać sie do głupoty czy błędu. Ale co zrobić by nie musieć przepraszać? By nie robić ani nie doprowadzać do sytuacji w których można wybuchnąć? Otóż trzeba schować dumę głęboko w kieszeń. Łatwo powiedzieć trudniej zrobić. Niestety... Kurde najważniejsze chyba jest by zgrać sie i zaaaawsze starać zrozumieć tą drugą stroną, tak? Wiem, że tak. Wiem też że czasami nie ma się sił, dnia etc. I tego nienawidzę. Jestem smutny, przygnębiony i wiem, że wina leży też po mojej stronie (kropka) .
Link03.10.2007 :: 16:26Komentuj (3) W skrócie: Generalnie to kaszanka i jakiś rozstrój emocjonalny. Chwilowy, kilkudniowy, mam nadzieje. Sie żyć nie chce. Dajcie mi wypłatę bo muszę sie zrelaksować. Jeśli poprawisz mi humor to miej pewność że to nagrałeś/aś na wideo i robiłeś/aś zdjęcia. Mogę w to nie uwierzyć później. Ogłoszenia drobne: Oddam nerkę za to by jutro był poniedziałek. Sprzedam ojca za dostęp do Comedy Central
Eh
Ogólnie świeci słońce i chyba wszystko zdaje sie być w porządku, nie mam kurwa pojęcia czemu jestem taki przybity, teoretycznie to irracjonalne, że tak sie czuje, teoretycznie! Bo w zasadzie jakoś mnie to nie dziwi. Jebie mi na dekiel po prostu. A no i postanowiłem! Popieram P kurwa O pomimo, że Tusk to bezjajec, to tylko głos oddany na nich może uratować nasze dupy przed Kaczoryma. Tyle.
Link30.09.2007 :: 23:12Komentuj (0) Są takie dni, że od rana nic nie się nie układa, wiadoma rzecz, niestety. Czasami tak bywa, że po prostu nie można okiełznać durnego humory, niezależnie z czego on wynika. Grunt to żeby wieczorem, przed snem, poczuć się dobrze i stwierdzić że jutro będzie lepszy dzień. Nieoceniona jest pomoc kogoś. W moim wypadku jest to moja druga połówka ( i nie chodzi o wódkę ). Kocham Cię misiak. P.S. Moja mamuśka dziś obchodzi 52 urodziny, czyta tego bloga ponoć, więc życzę jej zdrowia, mniej stresu i wszelkiej pomyślności, no i pociechy z synusia oczywiście. Buziaki!
Link28.09.2007 :: 23:01Komentuj (3) No! Moja mała P wreszcie wróciła i ciesze się strasznie. Trochę już jesteśmy z sobą i jak sie okazuje nie ma mowy o jakiejś stagnacji uczuć czy rutynie, nadal jest gorąco i wciąż miłość w nas tętni. Powietrze ma znowu ten sam zapach co wtedy... Kurde fajnie tak sobie powspominać, to jak rozwinęliśmy się jest czymś niewyobrażalnym, zwłaszcza patrząc z perspektywy czasu na to wszystko, kto by pomyślał, że te jebane filmy amerykańskie w których ludzie grają miłość, całują sie na jebanym deszczu czy przewracają swój cały świat do góry nogami dla tej jedynej osoby, mogą być realnym stanem rzeczy. Mogą być dla mnie dniem powszednim. Nie poznaje siebie i nie poznaje jej, nikt znając nas by nie pomyślał, że tak mogliśmy się zmienić. Że w ogóle będziemy z sobą szczęśliwi, będziemy w nas wierzyć i tak poświęcać sie miłości. Cukier ale jebie mnie to (żeby nie było że nagle nie przeklinam). Jestem najszczęśliwszym człowiekiem jakiego znasz, bo jestem w tym małym procencie osób które mogą powiedzieć że prawdziwa romantyczna i nie tandetna miłość istnieje. Znowu, "kto by pomyślał".
Link24.09.2007 :: 14:22Komentuj (2) Trochę o muzyce. Ogłaszam wszem i wobec! Płyta "Songs About Girls" Will.I.Am'a jest po prostu genialna. Szczerze mówiąc nie chciało mi sie jej ściągać bo spodziewałem sie kolejnych B.E.P.'owych wtórnych i już męczących produkcji, z resztą singiel odrzucił mnie natychmiast. Jak sie okazało myliłem sie prze okrutnie, bo oto frontman Black Eyed Peas przypierdzielił naprawdę porządny, tłusty brzmieniowo, nowoczesny i hitowy long play. Nie chce mi sie pisać o rapie tego pana bo po co, skoro w ogóle to nie jest ważne, płyta buja, poprawia humor i słucha sie jej z przyjemnością, udało mu sie stworzyć brzmienie które dla mnie powinno definiować POP XXI wieku. Zero tandety. Proste ale cholernie chwytliwe melodie, refreny "wyśpiewane", wszystko tak idealnie do siebie pasuje na tej płycie, że naprawdę jestem w szoku.Słabe punkty? Dwa: singlowe "I_Got_It_From_My_Mama" i przypominający B.E.P.'owe superhity "Make_It_Funky", chociaż w gruncie rzeczy to dobry numer. Podsumowując, nie pamiętam kiedy tak mi sie podobała płyta która jest nowością, bez kitu, Will.I.Am - Song About Girls, pełna zaskoczka. Polecam.
Link23.09.2007 :: 09:32Komentuj (10) Za mną najgorszy tydzień w historii IV RP, dobrze że się skończył. A propos IV RP, czy wiesz już na kogo będziesz głosował? Pewnie jak większość, w tym i ja, oddasz swój jakże cenny głos raczej przeciwko jakiejś formacji, niż na. Co zrobić. Nie ma partii która by przedstawiła jakikolwiek sensowny program, w ogóle jakikolwiek program, a szkoda bo jedyna partia która byłaby w stanie coś "zdziałać" nie wykorzystuje szansy. Ok, dosyć pisania o polityce. Jest niedziela, wstałem o 7 rano i oglądałem tvn24, to wszystko wina telewizji, nie żebym miał aspiracje być jak Gbs, to chwilowe zamroczenie. Naprawde... Wczoraj z Tomkiem Rytmem ułożyliśmy płytę i generalnie miło spędziliśmy czas wyobrażając sie jak finalnie wszystko będzie brzmieć, no. Moja mała P. jest chora i jej powrót się opóźnia a ja sie smucę bo tęsknie trochę... Bardzo. Wracaj do cholery!
Link15.09.2007 :: 18:00Komentuj (0) Ok, pierwsza partia wokali nagrana, Miły wieczór u Pawła i ogólnie samopoczucie na + Stwierdzam, że warto słuchać starszych bo wiedzą więcej i naprawdę mają idealne podejście do większości spraw. Najwyższy czas posłuchać kogoś i w końcu uświadomić sobie, że nie pozjadało się wszystkich rozumów. Gówniarz jestem. Pocieszające jest to, że ktoś jednak widzi, że sie staram i szanuje mnie za prace, którą wkładam w to żeby być "w porządku gościem". Kiedyś uważałem, że ludzie powinni zasłużyć sobie na mój szacunek, dziś raczej jest na odwrót, dziś nawet nie skarżę się gdy ktoś mi wypomina to jaki byłem, dobrze, że to robi, to sprowadza mnie na ziemię i motywuje do dalszej pracy nad sobą, cokolwiek. Pokora to dobra rzecz, wszystko dzięki mojej małej P, bo to dzięki niej w ogóle dostrzegłem, że zachowuje się nie tak jak powinienem, reszta to już moja ciężka praca przypominająca mycie kibla "toi toi" bez kitu. I tak w kółko. Więc dobra rada: im wcześniej zaczniesz myśleć tym mniej będziesz miał gówna do sprzątania na starość. Pozdrawiam!
Link11.09.2007 :: 22:01Komentuj (1) 1100km sentymentów. Czyli powrót do nie żywotności. Najgorszy dzień w moim życiu. Czytelniku nie pytaj co u mnie bo u mnie "nic". Pustka, czarna dziura.
Link08.09.2007 :: 21:11Komentuj (5) Idąc dziś do żabki po obiad (czyt.pizze mrożoną) mijałem bardzo "pięknie" wyglądającą parę, chcąc nie chcąc usłyszałem część rozmowy a brzmiała ona tak: Ona: Mówiłeś że mnie kochasz, że mnie nie zostawisz, na baletach ostatnich On: Kurwa nie pierdol, nie zostawiłem cię byłem u kolegi Ona: Trzy dni? Nie wierze On: Ja pierdole, to sie pierdol To sie nazywa uciąć temat hehe. Ciesze sie że jesteśmy normalni
Link27.08.2007 :: 15:17Komentuj (5) Dlaczego tylko najbliższa ci osoba potrafi cię zabić? Najprościej spytać tej osoby dlaczego to robi. Jeśli ci odpowie wprost to znaczy, że już nie żyjesz. Jeżeli nie to zastanów sie czy w ogóle cię zabija. Ot taką "mądrością" sie pochwale.
Link20.08.2007 :: 14:39Komentuj (13) Transformers - idealny film do obejrzenia w kinie, oprócz wiadomych efektów specjalnych w ilości porażającej są też całkiem dowcipne dialogi... no i to by było na tyle. Polecam. Dziś obudził mnie piorun który walnął obok mojego okna, niezapomniana pobudka. Słucham non stop.
Link11.08.2007 :: 10:25Komentuj (2) Słucham sobie płyt i sie jaram muzyką ogólnie. Pisze wersy i sie jaram, że wychodzą coraz fajniejsze zbitki. Pomysły są. Płyta tekstowo zaczyna wyglądać naprawdę fajnie, bez kitu jestem mega zadowolony. Trwa to już trochę, głupio mi, że nie mogłem sie zebrać aaaale już niedługo jak przy pin dooo le :D to część osób spadnie z pieprzonych krzeseł, hehe naprawdę. Moja mała P. zdała prawko i sie cieszymy strasznie, wczoraj nawet byliśmy na ustawce zakrapianej alkoholem na której była również z metra cięta madonna w stroju geparda pierdolnięta gwiazda muzyki jazz i wszystko git hehe. Dla pana Prysa Daniela sto lat jeszcze raz, było fajnie.
Link21.07.2007 :: 10:43Komentuj (0) No to odliczam godziny do wyjazdu. Szkoda, że mam taki podły humor. Szkoda, bo nie powinienem mieć, przecież jadę wypocząć, jadę na wakacje z dziewczyną, hm. Chce już tam być i zobaczyć jak to wszystko sie poukłada, nie chce mi sie czekać. Zasrane 14 godzin i milion obaw, które może rozmyć tylko Bałtyk, zobaczymy. Życzę sobie najlepszych wakacji w życiu. Dziękuje.
Link19.07.2007 :: 14:37Komentuj (6) W sobotę o godzinie 0:00 wypierdzielamy do Mielna na pieprzone siedmiodniowe wakacje. Będziemy sie relaksować, pić piwko, jeść smażone ryby i popierniczać po plaży, odpoczniemy w końcu od miasta, od tej monotonii i smrodu. Jeszcze tylko 3 dni, trzy zasrane dni i czilałcik maafaka!
Link17.07.2007 :: 13:21Komentuj (1) Niedziela - basen. No całkiem spoko, pograliśmy z Pawłem w kosza, popluskałem sie z P. no i oczywiście zjarałem sobie ryło, plecy i ramiona. Poniedziałek - ogródek. Mała P. skosiła trawę i zrobiła zajebisty obiad. Ja podlałem cały ogród, wszystkie kwiaty i zmyłem posadzkę (2 razy), potem pojechaliśmy z jednego końca miasta (właściwie z za miasta) na drugi, czyli do mnie nagrać numer, o 0:30 odwiazłem ją do domu, o 1:30 wróciłem do siebie, zajechany jak ścierwo. Dziś - gorąc. Topie sie i kleje do wszystkiego jak stara mellosa. A moja P. chyba sie pochorowała : /
Link13.07.2007 :: 17:33Komentuj (0) Piątek 13. Dziwaczny i pokręcony dzień. Znowu. Na poprawę humoru:
Link12.07.2007 :: 16:09Komentuj (0) Wstać o 6 rano o 7:03 mieć bus na dworzec o 8:07 pociąg do Rawicza o 10:05 autobus, który zawozi mnie do celu a mianowicie do wsi by posiedzieć tam dwie i pół godziny i wrócić do domu, fajowo, nie? Dzień sie źle zaczął, zła passa trwa nadal, ale mam nadzieje, że wieczór u Tomka Suchińskiego wynagrodzi mi wszystko co dziś znosiłem z pokorą jak pizda. I generalnie to martwię się o moją małą P. bo żyje ostatnio w stresie a ja jakoś nie potrafię jej pomóc...
Link10.07.2007 :: 17:01Komentuj (3) Pogoda - gówno. Lipiec - gówno. Wakacje - gówno. Teletubiś - pedał. Teraz na poważnie. Zabieram sie za płytę bo jak jej nie skończę to będę (uwaga, mocne słowo) nieudacznikiem jak kilku tu moich kolegów raperów (no offence). Nie mogę być "nieudacznikiem" bo nie lubię nieudaczników i ludzi, którzy tylko gadają, że coś robią a potem nic nigdy sie nie ukazuje i krew mnie zalewa, że to już trwa ponad rok. Syf. Do wakacyjnego wyjazdu jeszcze trochę czasu zostało wiec mam zamiar nadrobić zaległości, jak nie dam rady to strzel mi w łeb. Kicia a ty mnie skop jak sie będę opierdzielał. Buzi buzi.
Link07.07.2007 :: 11:19Komentuj (2) Obudziłem się z ręką w nocniku(twojej mamy), wstałem lewą nogą, kopiąc przy tym psa, który pochujał jeżeli "myślał", że z nim wyjdę o 4:30, w ogóle jakiś zestresowany byłem... Zły dzień generalnie. Jakiś durny sen mnie obudził o tak wczesnej porze, gdzieś przed 7 zasnąłem znowu by obudzić sie na dobre o 8:30 i powtórzyć czynności które wymieniłem wyżej. Zły dzień generalnie. A to dopiero początek. I najgorsze jest to, że wydaje mi sie, że reszta dnia też będzie denna. Wydaje mi sie że dziś raczej Pana Grzegorza nie zrozumiesz, bo sam sie nie rozumie. Chociaż może i rozumie ale ty zrozumieć go na pewno nie ze-chce-sz. I o co kaman? "Pomocy!" Czy raczej "pomoczysz?" 07.07.2007? Cholera wie. Ej tydzień już nie mam ciepłej wody, właśnie sobie przypomniałem hehe. Generalnie biorę prysznic jak prawdziwy mors, nie zrażając sie temperaturą, albo grzeje wodę w garze by następnie wlać ją do wanny, jeah... Dziś zrobię sobie gorącą kąpiel z pianą (nie "pianką" khad-wyprzedziłem twój pónchlin) i nawet jeżeli będe musiał wlać 10 garnków wody, uprzednio zagrzanej na gazie, to to uczynię. Na relaks trzeba sobie zapracować, ponoć. ju noł ła ri ririyyyzzzz
Właśnie poprawił mi sie humor, wszystko przez to, że odpaliłem w winampie ten numer, jestem głupi ;-] Zapomniałbym się pochwalić "mistrzowskim" zdjęciem, które chyba powinienem wysłać na konkurs National Geographic czy coś hehe. Nazwałem je "...To Z Tą Polską"
Link05.07.2007 :: 13:18Komentuj (2) Pogoda do dupy ale sie żyje. Całkiem nieźle. Właściwie to mega fajny okres znowu, jestem szczęśliwy i w zasadzie czuje błogość i beztroskę czytelniku. Hah plany wakacyjne trochę się pierdolą przez właśnie pogodę, dead line na skończenie wokali na płytę też sie przesunął, starsza sobie wzięła urlop do 19lipca i stwierdziła, że fajnie będzie posiedzieć u mnie w domu i pospędzać trochę czasu z synkiem, wiec mam ją na głowie. Generalnie niby kiepścizna a ja czuje się tak zajebiście że oh ah jeah. Nie zastanawiaj sie dlaczego, po prostu, kurcze po prostu! I tu puszczam "oczko" w Twoją stronę.
Link30.06.2007 :: 11:02Komentuj (3) Nienawidzę poczucia bezradności. Niemożność zrobienia czegoś czy chociaż powiedzenia o czymś, uświadomienia czy czegokolwiek, mnie dobija, wkurwiam sie. Zły dzień dziś, jestem chyba chory, no na pewno przeziębiony, dostaje ze każdej strony jakieś zjebki za coś, niby nie powinienem sie aż tak wczuwać ale po ostatnich baniach jestem chyba wyczulony na wszystko. Generalnie to staram sie mieć dystans i reagować na te rzeczy spokojnie, dziś chyba mi sie nie udaje... Ćwir ćwir - hau hau. Skowronki, które mnie obudziły zjadł czworonóg o pięknym imieniu "Pies". PS. Moja mała P. jest de best! :*
Link19.06.2007 :: 10:04Komentuj (4) Dziś urodziny obchodzi mój przyjaciel, Tomek. Znany również jako "Rudy Tom", "Rudebwoy", "Latająca moszna". Dużo miłość! Zdrowia i wszystkiego co tylko przyjdzie ci do głowy! Może w swoje urodziny skończysz mój klip? hehe 100 lat Tomuś! Ściskam i całuje! "Ju Noł Ła Ri Riiyyyy!"
Link17.06.2007 :: 10:01Komentuj (0) Zmieniłem sie, na pewno. Od dłuższego czasu staram sie panować nad sobą, staram się chować moje małe frustracje, staram się odstawiać je na później albo na nigdy. Inni wypluwają swoje demony, albo żaląc sie zaufanej osobie albo mówiąc o nich wprost wszystkim. Nie robie tego, uważając że pokaże słabość czy coś, mówię o nich tylko swojej dziewczynie chce żeby mnie rozumiała i w jakimś stopniu pomogła mi sie ich pozbyć, niestety nigdy nie proponuje Jej jak można by rozwiązać mój problem i tak naprawdę nie oczekuje tego też od Niej. Wiesz no jestem zajebiście szczęśliwy, naprawdę jestem. Szkoda że wczoraj moje frustracje wyrzuciłem z siebie w najdurniejszy sposób jaki tylko mogłem. Mam nadzieję że to już ostatni raz. Przede mną kolejne bardzo trudne zadanie, no ale życie albo śmierć. Wybrałem życie, wiec muszę sie postarać i to cholernie.
Link12.06.2007 :: 17:14Komentuj (0) P: (17:11) dzisiaj kupiłam Sylwii Grześka bez czekolady i potem ( to było słodkie z mojej strony ) ona mi daje 80gr i mówi: to za Grześka Ja: (17:12) heheh P: (17:11) Gośka: e, coś mało za tego Grzesia Twojego a ja powiedziałam: Moja droga, za Grzesia płaci sie w milionach ;-) Ja: (17:13) :-D
Link09.06.2007 :: 10:36Komentuj (3) Nie ma to jak domówki, wczoraj kolejna udana impreza tym razem w starym gronie. Upijanie się jest spoko zwłaszcza gdy masz dobry humor i odpowiednie nastawienie a takowe mnie nie opuszcza od dłuższego czasu i zaczynam domniemać że znowu TO polubię hehehe. Oczywiście wszystko w granicach zdrowego rozsądku :) Idę na basen ale najpierw skocze z Jurkiem po "klapki i pas odchudzający" :D elo!
Link03.06.2007 :: 11:38Komentuj (4) Prawo mediów zaliczone. Od dziś mam "wakacje" hihi hoho a pogoda to największy syf ever.
Link02.06.2007 :: 14:08Komentuj (0) Z dnia na dzień lubię siebie coraz bardziej i zaczynam sam siebie szanować za to co robie i jak postępuje, naprawdę. Może to i głupie ale kurde pierwszy raz staram sie być w porządku.Staram się, to już jest sukces! Gdybym dziś spotkał siebie z przed 2 lat to doszłoby do rękoczynów, bankowo... Mam świadomość tego jaki byłem i widzę różnice tak kolosalną, że aż muszę o tym napisać, chce sie uśmiechać, rozumiesz? Lubie to robić i czerpie z tego wielką satysfakcje. W ogóle (co było wcześniej nie do pomyślenia) staram sie wyciągać wnioski i kurwa naprawdę jestem pozytywnie nastawiony, nie ma dla mnie rzeczy niemożliwych i sytuacji bez wyjścia, tak czuje. Jestem szczęśliwy.
Link29.05.2007 :: 15:32Komentuj (0) Szybko humor mi sie zjebał, co nie?
Link29.05.2007 :: 14:52Komentuj (1) No! Dobra burza nie jest zła, szkoda tylko że tak krótko padało. Dziś chyba będzie dobry dzień, mam dobre nastawienie chociaż w sumie nic konkretnego sie jeszcze nie wydarzyło Może moja zabawa w krawca tak poprawiła mi humor? Bo musisz wiedzieć czytelniku że potrafię szyć na maszynie heh to jedyna rzecz oprócz zamiłowania do wysokoprocentowych trunków którą odziedziczyłem po ojcu :) Napiłbym sie piwka.... oh! Podsumowując: Masz skillsy? - Do szatni!
Link24.05.2007 :: 13:28Komentuj (6) Pół roku. Kurcze najfajniejsze pół roku w moim życiu i życzę Nam jeszcze wielu, wielu takich chwil. Jestem najszczęśliwszym facetem na świecie, naprawdę a te ostatnie sześć miesięcy bardzo pomogły mi odzyskać to co uważałem za stracone, tożsamość. Dziękuję Ci. Buzi buzi maafaka!
Link19.05.2007 :: 15:51Komentuj (2) Dawno nic nie pisałem a w sumie działo sie sporo. Od dziwnych melanży i mega fajnych chwil po dziwne melanże i chwile tak chujowe, że aż mnie skręca na samą myśl. W sumie zaczynam twardo stąpać po ziemi - znowu, bo przez ostatni czas raczej rzadko miałem z nią styczność. Zaczynam na poważnie ogarniać LP bo już chyba najwyższy czas, no i zżera mnie zazdrość. A mając superego, trudno w takim stanie o dobre samopoczucie. Myśleć pozytywnie sie staram sie, no! Pozdrawiam serdecznie.
Link11.05.2007 :: 17:45Komentuj (1) Dziś mogę podzielić sie energią i chęcią do życia oh normalnie aż mnie rozsadza. Wczoraj była dobra biba, chyba polubię Fuzon, jakoś tak wygodnie sie siedzi na tych starych pseudo-skórzanych, śmierdzących kanapach. Za każdym razem gdy tam wchodziłem (ostatni raz to chyba z 1,5 roku temu) to wychodziłem mocno pijany, wczoraj też, heh w prawdzie nie mocno ale jaskółki bym nie ustał. A, no i najważniejsza rzecz do przekazania: moja dziewczyna jest de best i ma fajne stópky.
Link08.05.2007 :: 14:16Komentuj (0) Nie ma to jak mieć zioma, który jest właścicielem sklepu z najfajniejszymi ciuchami w mieście hehe. "Kupiłem" zajebiste buty czytelniku.
Link07.05.2007 :: 13:33Komentuj (1) Dochodzę do wniosku, że główną przyczyną mojego stresu jest moje roztargnienie i nierozgarnięcie. Heh gdyby nie mój fart to chyba bym zginął. Dziś jako że jestem bojowo nastawiony wybieram sie w końcu na zakupy, moje buty umarły już jakiś czas temu wiec trza se kupić nowe i beczkę Heinekena też kupie bo to fajowy gadżet, no. Majówka-srajówka, weekend minął szybko pozostawiając niedosyt i niesmak w gębie, ogólnie jakoś ciężko ostatnio, oby zakupy podziałały na mnie lepiej niż 7 piw.
Link04.05.2007 :: 13:29Komentuj (0) Trzy dni na wsi (czyt. u mnie w domu) z moim kochaniem. Fajnie, fajnie. Generalnie mieliśmy sie wybrać na Juwenalia no ale jednak nie idziemy bo nikomu oprócz nas nie chce sie ruszyć tam dupy, życie. Cztery tygodnie bez szlugów... Teraz to dopiero chce mi sie jarać uh, pozdrawiam palących!
Link02.05.2007 :: 14:07Komentuj (8) *Hamburgery z lidla za 2.49zł są zajebiste, a Zoo już mnie nie jara jak za małolata i jakieś takie mniejsze sie wydaje hehe. Moja luba mówi mi strasznie fajne rzeczy i kurcze napisze po raz kolejny, że jestem mega szczęśliwy, buziaczky!
Link29.04.2007 :: 12:46Komentuj (1) Ok, zaczął sie długi weekend, mam 9 dni wolnego, jak coś to dzwoń bo mam ochotę pogrillować!
Link22.04.2007 :: 21:19Komentuj (2) Nie mam pomysłu na notkę, w zasadzie dzisiejszy dzień zaliczam do przebimbanych. Miałem pierwszego poważnego kaca w życiu, uwierz. Zapraszam na mój myspace wszystkich zainteresowanych tym co robie. No. A słowo na dziś to whatever.
Link21.04.2007 :: 10:11Komentuj (2) Dzisiejszy dzień ma kopać dupę!
Link16.04.2007 :: 22:21Komentuj (6) Moja dziewczyna jest moim najlepszym przyjacielem, skumaj. Nigdy w życiu nie rozmawiałem w taki sposób z kimkolwiek, może te moje notki są cukierkowe i mdłe, jednakże nie sposób sie nie podzielić czymś takim. Chce żeby każdy wiedział, że miłość dodaje mi skrzydeł i sprawia, że jestem w stanie pokonać wszystkie przeciwności, a co ważniejsze chce je pokonywać nie dla siebie, nie dla niej, lecz dla Nas. Moim marzeniem było być z dziewczyną taką jak ona. Spełniłem swoje marzenie, przypadkiem a żyliśmy tak blisko siebie. Jaram sie tym!
Najlepszy spacer na świecie i najlepsze pogaduchy! Właściwie to aż brak słów bo niby nic takiego sie nie dzieje a jednak czuje sie tak wyjątkowo, że masakra. Zajebisty dzień.
Link13.04.2007 :: 13:30Komentuj (4) Oh, już prawie czuje wakacje. Grille, piwko na wyspie.. mmm. Mam zajebiście dobry nastrój, bo zajebiście fajny okres w moim życiu, poukładałem sobie większość spraw i wszystko jak dotąd idzie po mojej myśli. Pesymizm i poczucie ogólnej miernoty, wszystko to poszło sie jebać wraz z "Labelem" i jego często wyjętymi z dupy tezami. I dobrze! Bo Grzesiek to spoko koleś i strasznie go lubię hehe.
Link12.04.2007 :: 16:26Komentuj (2) Dziś kupiłem mojej dziewczynie Mini Cooper'a, uwierz w to! Właściwie to nie wiem czy mnie pojebało ale dziś siedzi mi w głowie ten jebany Senegalczyk Akon i jego ostatni "przebój". Idealne gówno na taką pogodę, swoją drogą to będzie hit tych wakacji, słowo.
Link10.04.2007 :: 22:33Komentuj (4) Nawet sobie nie zdajecie sprawy jakie to fajne i nowe uczucie kupić piwo zamiast szlugów albo kurwa cokolwiek innego, w zasadzie to dziwne ale naprawdę nie chce mi sie palić, myślałem, że będzie gorzej, że będę wariował czy coś. Nie wariuje. Rzucę? Nie Rzucę? Obstawiaj czytelniku.
Nie chce pisać jaki to jestem dorosły i jakie to moje myślenie jest dojrzałe ale do kurwy po prostu zaczyna mnie wkurwiać to co wyprawia pewien kolektyw osób, niegdyś związany bardzo blisko ze mną. Dziecinada i właściwie tyle na ten temat. Szanuje wasz wybór wiec i wy uszanujcie mój, nie pozdrawiam. Święta? Wole określenie "długi weekend" bo oprócz jajecznych śniadań i dziwacznych obiadokolacji u matki to nie odczułem, że to jakieś święta, z resztą w sumie to nie wiem co by sprawiło żebym poczuł ten świąteczny klimat. Odpocząć nie miałem kiedy, o relaksie też raczej mowy nie było, a no i nie pale od piątku w ogóle, wiec mnie nie częstuj nawet. Pesymizm we mnie tętni chociaż nie do końca. Czekam na jutro.
Link06.04.2007 :: 17:22Komentuj (4) No więc, zaczynają się święta i z tej okazji życzę wam abyście odpoczęli od wszystkich stresów związanych z jakże pochujanym życiem codziennym, oderwali się od obowiązków i najnormalniej w świecie zrelaksowali się. Oby ten "długi" weekend pozwolił wam naładować baterie. Osobiście potrzebuje tego baaardzo i nie zamierzam robić nic przez ten czas. Kocham, pozdrawiam.
"Wczoraj o godzinie 22:00 okazało się, że Pasaż Grunwaldzki nie ma potrzebnych do otwarcia odbiorów technicznych. To oznacza, że dzisiejsze otwarcie będzie niezgodne z prawem." No cóż, otworzyli zamknęli i pierdolili że to jakaś awaria. Żenada, ale tego można było sie spodziewać, a morał z tego taki, że nic na siłę. Dzień już na półmetku i jakoś tak dziwnie mi, sam nie wiem, może sie popsułem? Oby wieczór był milszy bo jak nie to syf i dno.
Idę pograć w kosza, wypić piwko, popierdolić głupoty i postrzelać relaks na stare osiedle. Generalnie to dziś widzieliśmy bilbord na rynku, na którym był klon mojej małej Pauli, a może to Ona? Idź, zobacz i popadnij w rozkmine czytelniku.
Najlepszy wieczór, najlepsze miesiące, najlepiej mi, bo nie sądziłem, że to co mnie spotkało może być rzeczywistością. A jednak jest i to jest naprawdę romantyczne. W CHUJ! rozumiesz?
Ok kurwa! Czas zabrać sie do pracy, czas zrobić demówkę! Pojawiła sie zajebista opcja i byłbym kretynem gdybym nie jej nie wykorzystał, trzymaj kciuki czytelniku.
Reset. Luźne łydki vs kostka brukowa innymi słowy, powrót do domu najgorszy :D Moja kochana też sie porobiła yh. Słodka jest gdy próbuje trzymać fason idąc zyg zakiem hehehe.
Mam piękną dziewczynę, mam nową komórkę, :D mam dobry humor, mam teksty i bity, w dalszym ciągu nie mam pieniędzy ale jestem szczęśliwy hehe. Ide zastawić stary aparat telefoniczny, bo dziś biba u Polki, serdecznie pozdrawiam tych co rzeczy puszczają w lombard by chlać, dołączając do grona tym samym, elo!
Tak siedzę sobie w pracy, zjebany jak nie wiem, w nocy w ogóle działy się dziwne rzeczy z moją głową, kochanie mnie tuliło do póki nie zasnąłem gdzieś ok 3 nad ranem, syf. "Złe samopoczucie to oznaka niepoprawnej chemii mózgu - zakłócenie poprawnego komunikowania się komórek nerwowych". To mi dziś dolega. Jestem nudny i męczący, sory...
Słonko świeci - humor dopisuje. Marynareczka jest, świeży dżins jest, czyste buty są, luba która trzyma mnie za rękę, no i miły spacerek zaliczony. Dziś bylem z kumplem z redakcji w Galerii Centrum no i kurde muszę wam powiedzieć, że to gówno robi wrażenie yh pomijam już fakt iż przez pierwszy miesiąc będzie to mekka dla modnych metrosexów, dresów i ich lalek barbi, ciekawskich stonek itd. Dla mnie to będzie jak zoo za darmo. 5!
Znacie tych chinoli z youtube? kurde, nie sądziłem ze w kraju liczącym ponad 1mld osób znajda sie chociaż 3 z poczuciem humoru yh SPRAWDZ. No a generalnie to czekam na ciepłe wiosenne dni, chce już pić browar książ i odsłaniać uda swe... to będzie dobry i szalony rok coś tak czuje, z resztą już jest.